Rano wstałam zła, zła, bo pies, tak pies! nie dał mi spać, bo mu chyba czułości brakowało, chciał się przytulać, kłaść się na mnie, a to jest większy pies, ja mam jednoosobowe łóżko.. ale koniec końców zasnęłam, ale obudził mnie znowu o 7, żeby wyjść z nim na spacer. Ubrałam się i poszłam, ale wiedziałam, że będę niewyspana, przez co głód będzie większy, będę bardziej nerwowa, ale jakoś panowałam nad sobą żeby przez przypadek na kogoś nie nawrzeszczeć, nie wyrzucić przez okno czy też nie pochłonąć zawartości lodówki.
Dzisiaj miałam mały zjazd pod kątem odchudzania. Już miałam rzucić to wszystko, ale no nie chce, jakoś zbytnio nie mam motywacji, ale takie "chce", ale było ciężko. Już miałam nawet napisać pożegnalnego posta :') że się poddaje, ale to z też z głupiego powodu. Rano waga pokazała 43,7 kg, ale byłam tak nieprzytomna wręcz, że mało tego, że zapomniałam, że w nocy piłam to nie byłam w toalecie. Chce już jutro, jeśli waga mi się zwiększyła to zmieniam plan treningowy na bardziej intensywny, bo coś mnie trafi. Mam już gdzieś co powiedzą na angielskim, już się tym nie martwię, bo dla nich sport jest okay, ale żeby odmówić ciasteczka, no jak tak można? A już mi wpychali nie raz. Nie to że nie jem słodyczy, bo jem, ale tylko swoje ulubione, a chyba nie ma nakazu na świecie "jedz słodycze!". Dobra, dosyć xD
Byłam dzisiaj na zakupach i dorwałam zupy i coś czego wcześniej nie widziałam, a ma "tylko" ok 270 kcal. To z biedry wszystko.

A jutro pożyczam rower i wyruszam w świat. Mam dość siedzenia na tyłku, brakuje mi ludzi, to chociaż wyrwe się z domu.
Też tak czasami macie, że efekty chcielibyście mieć już, natychmiast, w tym momencie? Jak nauczyć się cierpliwości? Chyba kolejne wyzwanie życia się szykuje :')
Cud, wstawię bilans :D
- płatki górskie na mleku
- kasza z warzywami
- serek wiejski z jabłkiem i cynamonem
Odpowiednie proporcje oczywiście zachowane i wyszło jakoś 1100 kcal.
Ps. Coś mnie trafi jak jutro waga pokaże więcej :'D Zacznę się śmiać i wyrzuce ją za okno które zatrzasne i jeszcze dla pewności zabije deskami. Zrobiłam dzisiaj jednak trening. Mój organizm chyba już przyzwyczaił się do tych bilansów. Zobaczę co będzie przez dwa dni. Jeśli waga nie ruszy to kalorie obetnę. Z chęcią bym to zrobiła, ale to dopiero za tydzień :D
Trzymajcie się! :)
Co do psa, kocham go niesamowicie, mimo że nie jest mój, dlatego idę się nim zająć, bo aż mi go szkoda. Zdjęcie sprzed chwili :')


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz