środa, 31 lipca 2019

#7 Przewrotność losu i klątwa 4 kilogramów

Trochę się zmieniło przez ten krótki czas i pisze to trzeci raz, bo zbytnio nie chce się nad tematem rozwodzić w nieskończoność. Jednak ani nie idę do pracy, ani nie robię prawa jazdy. Skupiam się na maturze i angielskim, jeszcze na moim przyszłym zawodzie. reszta mnie nie interesuje i nie mam pojęcia jak ja sobie poradzę finansowo przez te 6 miesięcy (semestr kończę w styczniu), ale dam radę.
Dałam już tyle to to będzie już tylko końcówka.  Powody są takie, że okazało się, że będę miała też zajęcia maturalne (fakultety obowiązkowe w mojej szkole) w tygodniu, a są trzy przedmioty. Nie pracuje obecnie więc nie mam szefowej/szefa który by mnie znał i z którym bym się jakoś dogadała, nie mam też takich kontaktów więc już kończę ten temat, ale czuję się z tym strasznie, bo chciałam iść tak bardzo do tej pracy, ale jeszcze się napracuje za wszelkie czasy!

Co do diety i kg. Cóż mam małe problemy hormonalne od 2 lat (nie ma to jak tabletki antykoncepcyjne, które brałam tylko przez 3 tygodnie, ale były tak źle dobrane, że do dzisiaj odczuwam skutki), ale też ostatnie kilogramy są najciężej do zrzucenia. Dlaczego? "Błahy" powód. m.in przez to, że organizm przyzwyczaił się do diety, broni swoich zapasów, broni tłuszczyk, też u siebie zauważyłam masakryczne wahania wody w organiźmie, osłabienie, moje ciało się buntuje przed wszystkim co robię, Jak? Nie ważne co zrobię, waga wraca do 45kg, to waga którą kiedyś miałam przez bardzo dłuuugi czas, mój organizm ją uwielbia, ubóstwia wręcz i postanowił, że zaleje mnie wodą tak bardzo, że w udzie wczoraj miałam ponad 48,6 cm, a dzisiaj już miałam 47,3. Cudownie.. Tylko, że do tego doszło zdenerwowanie, bo serio się staram, nie zawalam (tylko urodziny siostrzeńca, gdzie sobie coś tam podjadłam), a tu booom. 
jednak pocieszające jest to, że i tak da się stracić te ostatnie kilogramy, tylko trzeba znaleźć sposób.

Na ten tydzień:
-->Zaczęłam robić cardio, 
-->kupiłam już zieloną herbatę,
--> będę miała więcej ruchu,
--> podwyższyłam nieco kaloryczność i modlę się żeby to pomogło, bo kiedyś pomogło wbrew logice. 
--> jem 3x dziennie, do 18 (chodzę spać o 22) 

Tym, mam nadzieję, że "przebije się" przez te oporne 2 kilogramy (zazwyczaj te 2 są najgorsze), albo chociaż jeden.. 
Mam też bardzo rozbudowane wbrew pozorom uda (a mięśnie ważą więcej), jazda na rolkach przez rok, prawie regularnie zrobiła swoje, ale ich nieco się też pozbędę, ale to jak przebije się przez chociaż dwa kilogramy. 
Prawie dzisiaj rzuciłam to wszystko, ale nie chcę, chcę dojść do tych 41 kg, teraz jak jeszcze nie pracuje, nie idę na to prawko to tym bardziej i w końcu czuję, że nieco bardziej chcę żyć. Zauważyłam tez, że jak piszę bilanse to uświadamiam sobie ile jem i skupiam się tak na tym, że w mojej głowie nie ma miejsca na trening. Przez tydzień spróbuję pisać "bilans z treningów", są bardziej pozytywne :D Raczej nie rzucę się na jedzenie, a mój bilans kcal jest na stałym poziomie ok 1000-1100, to się w tym i w przyszłym tygodniu nie zmieni, za to będę bawić się treningami :)

Zobaczę jak będzie po tych dwóch tygodniach. Wicie co sobie wyobrażam? Oglądaliście tę bajke "w głowie się nie mieści"? Wyobrażam sobie takiego małego stworka który teraz mówi "ta jasne, pisz sobie pisz, planuj, a i tak nie pozwolę ci więcej się pozbyć", a z drugiej strony słyszę swój własny śmiech, ale kolejnego stworka "jasne, bo ci się uda jej wybić to z głowy, weź się schowaj i daj pracować". Czy oszalałam? Chyba nie, bo mam tak też  z innymi celami ;D A to naprawdę z mojej perspektywy wygląda bardzo zabawnie kiedy kłócę się z samą sobą, a raczej z oporami w swoim ciele. te cztery w sumie dni były jedną wielką wojną, bo w akcie desperacji miałam ochotę zjeść szafkę, nadgryźć jeszcze może biurko i absolutnie zero chęci na jakikolwiek trening, rolki. Dzisiaj było już lepiej, ale nadal czuję tępy głód, ale już nie tak duży i bardziej go kontroluje. 

Tak na marginesie, wodę w organiźmie zatrzymuje też mała ilość snu bądź zła jego jakoś, ale jak tu spać jak po głowie chodzi sklep z całą zawartością? Dzisiaj czuję, że się wyśpię i też muszę pić słabszą kawę, zdecydowanie jestem mega podatna na nią.  


Macie jakieś swoje sposoby, żeby zasnąć jak czujecie głód?  

Ps. Moja waga się waha, ale powyżej już 45 kg nie wskakuje dlatego też zaliczam kolejny cel, ale też już wiem, że udało mi się schudnąć przez ten pokręcony tydzień 0,7 kg więc nawet się cieszę, ale teraz dopiero ten tydzień da mi popalić, ale mniejsza. Przeżyje i się nie poddam. 

Trzymajcie się! :D 

Trening z dzisiaj:
✨ Fat Burning Cardio Workout 37 min
✨ Rolki przed cardio 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz