wpadłam na taki pomysł jak miałam te zastoje, bo w pewnym momencie niczego innego nie chciałam jak to żeby się wszystko skończyło, pomyślałam, że "dam sobie nagrodę" jeśli dam radę przez to przejść, ale nagrodą było by coś co sobie "odebrałam" tzn coś co lubię.
Tym czymś dla mnie są dwie rzeczy. O jednej powiem, ale o drugiej się boję, bo wtedy łatwobyłoby mnie rozpoznać.
Ta pierwsza nagroda jest wręcz banalna, może trochę śmieszna, ale jak działa to tylko plus :) Biała sukienka. Dostałam tę sukienkę i jeszcze ani razu jej nie miałam na sobie, a ja uwielbiam takie sukienki. Jest taka dzianinowa, codzienna, zwykła, ale dla mnie jest tą ulubioną. Na dodatek za te wszystkie dni, cały w sumie ten rok, od 1 stycznia do dzisiaj, ten rok był masakryczny, niekażdy dzień, ale był ciężki ten czas, za to do sukienki dołączę sobie małą wycieczkę do miasta które chce odwiedzić od jakiegoś czasu. Mam na jego punkcie obsesję więc też nie zdradzę dokładnej nazwy.
Czyli:
44-> odzyskanie "tej rzeczy"
42 kg -> biała sukienka i wyjazd
A na obecną chwilę moja waga:
44,4 kg
Cele na przyszły tydzień:
- zważyć się 13.08, wcześniej nie dotykać wagi nawet!
- za tydzień w piątek zobaczyć na wadze 43,4 kg
- jeść do 1200 kcal, jeśli waga we wtorek wskaże tyle samo to obetnę o 150 kcal.
- treningi (4 razy: piątek, niedziela, wtorek, czwartek)
- Woda z cytryną z rana
Tak sobie myślę i doszłam do wniosku, że te skoki wagi były spowodowane zatrzymaną wodą tylko i wyłącznie. Zatrzymana woda niekiedy wygląda jak tłuszcz. Wystarczyło odpocząć. Woda zatrzymuje się jak organizm ma dość, jak jest bardzo przemęczony, zatrzymana woda oczywiście gromadzi się w mięśniach, u mnie były to uda, łydki i ręce najbardziej. Zluzuje trochę z tymi treningami i mam nadzieję, że waga będzie spadać.. Czuje, że to już końcówka, jestem już nieco zmęczona tym wszystkim. To już drugi miesiąc na dosyć niskich bilanasach, ale schudłam już 7,6 kg. Waga wydaje mi się realna. Wczoraj też taką miałam. Tak wyglądały pomiary w ostatnich dniach. Dla pewności dzisiaj podejdę kupić nową baterię.
Waga teraz nie będzie mi schodzić bez treningów. Sama dieta nic mi już nie da. W pewnym momencie, nie wiem jak to dokładnie działa, bez ćwiczeń waga stoi, ale w pewnym momencie się odblokuje i będzie lecieć w dół. U mnie jest to o tyle "cięższe", że trenuje od 4 latach, z większymi bądź mniejszymi przerwami, ale jednak jakaś regularność była, a organizm się przyzwyczaja. Mam nadzieję, że ten tydzień nieco to zmienił.
Lecę się szykować i jadę na angielski, przy okazji to przedostatnia lekcja. Muszę znaleźć sobie kolejne zajęcie żeby nie siedzieć w domu.
Moja przyjaźń właśnie się skończyła, ale to było do przewidzenia, a to ja tkwiłam mimo wszystko w tej relacji. Nawet mój były twierdził, że to nie jest normalne, a ja Jej bronilam, że jest dla mnie kimś ważniejszym niż rodzina.. bo była w najgorszym momencie mojego życia, pomagałysmy sobie, przynajmniej do pewnego czasu. Nie będę na nią gadać nawet tutaj, ale ludzie niekiedy się zmieniają pod wpływem otoczenia więc gdybym miała komukolwiek coś doradzić to uważajcie z kimś się zadajacie.
Tradycyjnie, trzymajcie się! 💜
Udanego piątku ;)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz